Na wszelkie dotychczasowe zarysy wierzeń pierwotnych wpływało najgorzej, że co gdzieś u jakichś Słowian znachodzono, niezwłocznie na wszystkich przenoszono. I tak upatrywano się np. w Świetowicie albo w Piorunie bóstwa ogólnosłowiańskiego i starano się odgraniczać ich sfery w sposób czysto dialektyczny czy scholastyczny. W istocie Słowianie pierwotni ani jednego, ani drugiego bóstwa nie znali nigdy; Świętowita czczono wyłącznie na Rui*, nie znano go poza nią, ani na Pomorzu nawet, a co dopierow dalszych dzielnicach; Piorun wcale nie był pochodzenia Słowiańskiego, to tylko w Kijowie i Nowogrodzie czczony bóg Wriagów, Thor ich północy; wszelkie odgraniczenia Świętowita, Trzygłowa, Swaroga, Dadzboga itd. nie mają więc najmniejszej podstawy faktycznej: wszystko to może jedno ito samo bóstwo, czczone poróżnych miejscach pod różnymi nazwami i główna różnica między Świętowitem a Trzygłowem polega może tylko na tym, że jednego w Arkonie, a drugiewgo w Szczecinie i Brandenburgu nachodzonoprośbami. Uchylając więc takie nieuzasadnione niczym przenosiny i uogólnienia, łączymy bóstwa tylko z tymi miejscami, na jakich je źródła wymieniają. Każdy kult pogański jest zresztą miejscowy,rodowy, co najwyżej szczepowy, i o bóstwach ogólnosłowiańskich nie może być mowy. Potwierdzają tę zasadę nasze źródła same; każde z nich wymienia, nieraz na czele przed innymi bóstwa, o których gdzie indziej i śladu nie ma. Np. list biskupów saskicg z r. 1108 (podejżewany niesłusznie co do autentyczności; jest to autentyczny, ale prywatny raczej akt, dictamen, próba pióra szkoły tumowej lub księdza okolicznego, nie dokument oficjalny), wystawia okrócieństwa Słowian pogańskich w jaskrawym świetle i mówi o ofiarach ludzkich; "głów ząda nasz Pripegala, twierdzą pogańscy kapłani i ściąwszy chrześcijan przed ołtarzami napełniają czaszekrwią ich i wyjąc ponieludzku prawią: radujmy się, zwyciężony jest Chrystus, zwyciężył zwycięzki Pripegala". Widocznie ma to być jakiś bożek główny Luciców, ale próżno byśmy go gdziekolwiek indziej szukali, chociaż nie brak nam wcale wiadomości właśnie o bożkach lucickich; nie możemy nawet odgadną, co to za nazwa; dotychczasowe próby zawiodły. I nie jedyny to przykład; w każdym kącie wymieniają takie osobliwsze, nigdzie zresztą nieznane bóstwa, np. takie "Plunense idolum Podaga" (cóż to może być?).
Nie wynika jednek z tego bynajmniej, jakoby Słowianie pierwotni wspólnych wierzeń i bóstw nie posiadali wcale. Dowodzi tego jeśli już niesama analogia, to wyraźne świadectwo całkiem niezawisłych od siebie źródeł, wymieniających na zachodzie i wschodzie takie same bardzo skomplikowane i niezrozumiałe nazwy. Opowiada Thietmar merseburski o lucickim Swarożycu (Zuarasici), czczonym na czele innych bóstw Radogoszczy (z czego, tylko przez przez pomyłkę Adama bremeńskiego, nowego, osobnego bożka Radzigosta, sobie urojono!) u "Ratarów"; równocześnie przeciwstawia św. Bruno w liście do Henryka II "Zuarasiz diabolus" Lucidów św. Maurycemu chrześcijan; ale tego samego Swarożyca wymienia kronika kijowska** przy ustępie, z źródeł greckich przejętym, podstawiając zamiast Heliosa oryginału (Malalasa) Dadzboga, syna Swarogowego (tj. Swarożyca); w późniejszych tekstach ruskich z wieku XIV-XVI wymienia się wręcz kult ognia, "któremu się pod stodołą modlą, nazywając go Swarożycem:. Próżno usiłowano osłabić znaczenie tej wspólnoty i drogą zapożyczenia z zachodu przez Nowogród wędrówkę tej niby obcej nazwy na Ruś wytłumaczyć. To najważniejsze świadectwo jakie o mitologii słowiańskiej posiadamy, otwiera nam daleko perspektywy (zob. niżej), ale to, niestety, jedyne świadectwo; już dla Dadzboga słońca, co ma właśnie być Swarożycem, nie mamy podobnego chociaż u nas imię Daćboga powtarza się,z powodu dawnej tradycji rodowej, jeszcze w XVII wieku np. u Czarnkowskich; car Dabog jako przeciwnik Boga jest w bajkach serbskich, lecz na tym i koniec.
Właśnie na polu mitologii odczuwamy luki najdotkliwsze. Słowianie południowi i Czesi nie posiadają ani jednego dawnegoo niej świadectwa; ani stary rocznikarz Koźma, ani przerabiacz jego (Dalimil) nie podają ani jednej dawnej nazwy mitologicznej. Dopiero w XIV wieku wymieniają Neplach i przeróbki Dalimilowe niemieckie jakąś boginię Zely*** (powtórzoną u Hajeka, a za nim u naszego Bielskiego ze szczegółami całkiem fantastycznymi), lecz nic z tą nazwą (i istotą) począć nie można; co zaś Jan Holeszowski w trakcie Largum sero (Szczodry wieczór, z końca XIV wieku) od sędziwego mnicha brzewnowskiego Alesza o kulcie czeskim bożka Bela zapisał, polega na czysto dowolnym wytłumaczeniu przyśpiewu do kolędy czeskiej (Dąbek stoi pośród dworu, weli! weli!), chociaż H. Usener w mniemanym tym kulcie Belowym kult Bielboga na serio upatrywał, co również nigdy i nigdzie u Słowian nie istniał.
Tego zupełnego milczenia dawnych źródeł nie zastąpią nam żadne praktyki późniejsze, tłumaczące się nieraz jak mniemany w Bel-Weli, np. południowa Dodola, dziewczyna naga zielenią okryta, w czas posuchy oprowadzana i polewana, nazywana od przyśpiewu Oj dodo, oj dodole; albo ruski Owsień, Usień, Tausień, przyśpiew kolęd noworocznych, później uosobniony (zob. niżej); ani podania o postaciach mitycznych niższych, np. o wiłach południowych, głównie serbskich (wiła zresztą błazna oznacza, boć obcowanie czy pochodzenie od wił o rozum przyprawia), niby rusałkach górskich; o skrzacie, upiorze domowym, znoszącym skarby czy plony (nazwa z niemieckiego Schratt zapożyczona!); o topielcach itp.; tylko jedna z nich jest bardzo ciekawa: u Czechów znano jeszcze do połowy XVI wieku Welesa jako czarta (w potocznych frazesach, np. k Welesu tj. do czarta), ależ ten sam Weles (i bardziej zruszczony Wołos) pojawia się na rusi id X do XII wieku, obok Pioruna; kronika nazwywa go, może obelżywie, bogiem trzodnym. Ograniczają się więc źródła nasze mitologiczne do staroruskich, bardzo niestety lakonicznych (nie dających prawie niczego prócz gołej nazwy - a nazwy bywają bardzo dziwaczne, pochodzenia wprost niesłowiańskiego, np. Siemargł, Trojan), i do niemieckich, prawiących tylko o północno-zachodniej Słowiańszczyźnie. Ależ np. bałwany tych bóstw (z napisami!! jak w Radogoszczy) mogą być właśnie niby przejęte z północy, z Skandynawiii nie można ich zużytkować dla stosunków pierwotnych; - u Luciców i na Pomorzu był to wysiłekostateczny i chwilowe wzmożenie się pogaństwa, którego z stanem pierwotnym utożsamiać nie wolno. Szczególniejciekawe są świadectwa Helmolda holsztyńskiego, co na własne pczy oglądał świątynie i bałwanów w Wagrii, co sam rąbał płoty gaju świętego i poświadczał dziwną pieczę śłowiańską około świątyń, ale odnoszą się one do czasów tak późnych (w. XII) i do okolic tak odległych, że na nich niczego budować nie można dla czasów i stosunków o wiele dawniejszych. Jeżeli tenże Helmold każe tym Słowianom rozróżniać boga dobrego i złego i tego nazywa diabłem lub czarnym bogiem (do czego późniejsi dopiero wymyślili i jakiegoś niesłychanego białego boga i np. Białoboki pomorskie, słynne klasztorem, od niego nazywali, niby Białobogiem), ba, nawet jeżeli wedle niego ci Słowianie uznawali najwyżeszego boga, który tylko niebem się opiekował, kiedy reszta pochodzących od niego bogów wydzielonymi sobie niby departamentami ziemskimi zawiadywała o bliższy czy dalszy stopień pokrewieństwa z owym bogiem o własnym ich znaczeniu stanowił, to odzywają się tu widocznie (por. nazwę dianoł!) pojęcia i wpływy chrześcijańskie, korzeniące się między Słowianami bałtyckimi już od IX wieku. Nie darmoż starano się objaśnić rujski kult Świętowita z kultu (św. Wita, patrona korbejskiego), zaszczepionego na Rui niby przez misjonarzy korbejskich w IX wieku. A podobnie i na Rusi kult Wołosa, "bożka trzodnego", chciano wytłumaczyć z kultu św. Błażeja, po rusku Własa, trzód patrona; jeden i drugi pomysł zupełnie odrzucić należy; na pierwszy wpadli mimowoli niemal, dla samego podobieństwa brzmień, mnisi średniowieczni; drugi jest mrzonką uczoną dopiero XIX wieku, nie objaśniającą bynajmniej formy pierwotnej Weles, ani tłumaczącą istnienia Welesa u Czechów. To sprowadzanie bożków pogańskich ma mniemanych świętych (mógłby i Nestor coś o Własie Wiedzieć!) przypomina tylko dawny euhemeryzm jaki kronikarze i pisarze ruscy z greckich źródeł przejęli, przekonani (zob. niżej), że pogaństwo wszędzie takie samo "jelińskie" czy ruskie bogi czciło. Więc w starym apokryfie o Chodzeniu Matki Bożej po mękach, czytamy: "i człowieczeska imiena Trojana, Chorsa, Wielesa, Peruna, na bogy obratisza", a w późniejszym zbiorniku ruskim: wierzą w wielu bogów, Pierunka i Chorsa, Dyja (Zeus!) i Trojana "i inni mnodzi, ibo jakoto człowieci byli sąt stariejsziny, Pierun w Jeliniech a Chors w Kyprie, Trojan biasze ciesar w Rimie, a drudzii drugdie"****. Pierun zastąpił tu miejsce Zeusa, króla kreteńskiego, lecz Chors? przecież Cypr chyba Wenerą tylko słynął.
**) Tzw. Kronika Nestora, czyli Opowieść lat minionych (Powiest' wremiennych let, wyd. A. A. Szachmatow, Piotrogród 1916).
***) W Kronice Neplacha czytamy jednak Zelu.
****) Tj. "i wielu innych, co jako ludzie byli dostojnikami, Perun w Grecji, Chors na Cyprze, Tojan był cesarzem w Rzymie a inni gdzie indziej".