Jak bogowie i mity o nich (znane właściwie tylko kapłanom, nie ogółowi), podobnie i kult ich publiczny od jednego razu runął. Tylko u północno-zachodnich Słowian dochowały się wiadomości o kulcie publicznym, ale nie powtórzymy opisów obszernych świątyni radogoskiej za Thietmarem, arkońskiej i korzenickiej za Saksonem, ani bałwanów drewnianych olbrzymich i mniejszych kruszcowych (o najdawniejszym wspomina Widukind pod r. 966; o srebnych i złotych bałwankach żywociarze Ottona Bamberskiego), gdyż to wszystko przypisalibyśmy rozwojowi późnemu (nie bez wpływów obcych, skandynawskich). Raczej warto wspomnieć, że były przedmioty, uświęcone kultem, własność boska; i tak stanice-chorągwie, z godłem bogini czy boga; o stanicy (Świętowitowej) rujskiej opowiada Sakson; wynosili ją pieszy z świątyni i liczyli na pewne zwycięstwo, rujska odznaczała się nadzwyczajną wielkością i barwą a zażywała powagi większej niż król sam; dzisiejszy herb meklenburski (głowa wołowa czarna) może poszedł z takiej stanicy pogańskiej. Włócznia, szczyt, siodło, wreszcie koń sam równej zażywały czci czy zawieszone w świątyni, czy pielęgnowane przez kapłana.
Jak się świątynie i kapłani zwali, na pewno nie wiemy, ani chromy (chramy), ani trzemy nigdy wyłącznie kultowi nie służyły; na Pomorzu przynajmniej wiemy o kątynach jako świątyniach*. Pierwotnym miejscem kultu bywało wzgórze albo miejsce nad ruczajem (w którym kąpać się, pić było naturalnie zabronione) czy w świętym gaju; u Wagrów wchód do gaju świętego był i kapłanowi, i ofiarującym wolny i kto się tam schronił, życie tym sobie zapewniał wobec pościgu**. Kasty kapłańskiej, istniejącej na Pomorzu i Rui, u Słowian pierwotnych chyba nie było***, jest tylko wspólna nazwa dla ofiarnika żrec (żerzec u nas, por. żertwa - ofiara), ale nie odnosi się, jak i czasownik sam žrěti żrą - ofiaruję, do pożerania ofiary, lecz por. pruskie girtwei chwalić, litewskie girti to samo****. Inne nazwy były: kumir bałwan, w języku cerkiewnym (stąd i w ruskim), nieznanego pochodzenia i znaczenia; bałwan sam, dawna pożyczka (ruska?) z języków orientalnych, por. "Tmutorokanskij bołwan" w Słowie Igorowym, chociaż wywody z tureckiego (posąg) albo perskiego (atleta, bohater) nie bardzo pewne, u nas słowo jest to i w skróconej formie, bałwochwalca; kap idolum i kapšte, dla świątyni pogańskiej, cerkiewne, może również kół oznacza; dla posągów socha czeska. Dla wróżbiarzy (pierwotnych kapłanów) są liczno nazwy: staroruskie kudo kudese, toż co czudo (cud) czudese, istnieje już tylko w kudesnik czarodziej, nasze gusło (guślarz). to samo co czeskie kouzlo kouzlář nic nie ma z niemieckim gaukler wspólnego; o czarach i czarownikach i innych nazwach zob. niżej. Mamy nieskąpo wiadomości o funkcjach kapłańskich u Słowian północno-zachodnich, o dbałości ich o świątynie, o naznaczaniu świąt, głównie zaś o przynoszeniu ofiar i badaniu woli bogów, odbywającym się w przeróżne sposoby, kopaniem ziemi itd. Najuroczyściej wróży kapłan z chodu konia świętego i Thietmar czy Sakson pozostawili nam szczegółowy, w głównych rysach zgodny opis takiego wieszczenia, bez którego żadnego ważniejszego nie podejmowano kroku. Ale były i inne, potoczne rodzaje wróżby: kreślono po popiele i liczono potem, czy ilość kresek jest parzysta; rzucano pręty białe i czarne (po jednej i drugiej stronie) i z układu ich wróżono; kreślono na patyczkach znaczki (czerty i riezy, niby runy słowiańskie). Wróżbiarze, zaklinacze byli wraz i lekarzami i nosili różne miana: wołchwów, termin na zachodzie zupełnie nie znany, podobnie jak balij lub wracz; los sam żrebiem się nazywał (pruskie girbin, liczba); najbardziej rozpowszechniony termin to wróg (los, wyrok nieszczęsny), wróżyć, co z wrogiem - nieprzyjacielem się pokrywa.*****