Ponieważ Słowianie (pominąwszy Litwę i Finów) na historycznej widowni europejskiej najpóźniej wystąpili, przeto nie posiadają żadnego rodzaju zabytku w rodzaju Germanii Tacytowej, co by o nich na początku ery naszej rozprawiał, o czasach, kiedy jeszcze nie wyroili ze wspólnej rodziny. Braku źródeł historycznych o stanie ich pierwotnym nie zastąpią nam luźne o nich wzmianki Tacyta, pisarzy bizantyjskich (od VI wieku), arabskich i niemieckich (od IX w.). Ostraszali tylko ci barbarzyńcy pisarzy greckich (i Jordanesa), chociaż stali im ciągle przed oczyma, jak i niemieckich (Einharda, Widukinda, Thietmara), tak dalece, że nigdy o nich obszerniej nie rozpisywano i podawaniem nagich faktów się zadowalano; wyjątkowo niespotykany u Niemców (i to dopiero u Thietmara, po dwustu latach ciągłych styczności!), ogólniejsze nieco uwagi o tych narodach, o ich życiui bycie. Źródła greckie prawią o nich chyba, w jakich porach roku najdogodniej z nimi walczyć, jak są uzbrojeni, jaki ich typ fizyczny i psychiczny. Kroniki domowe słowiańskie, wszystkie niemal współczesne, Koźma, Gal i Nestor (południowi Słowianie kronik nie posiadają), traktują o Słowianach dopiero wtedy, kiedy już wieki rozwój każdego szczepu z osobna sobie liczył, kiedy chrześcijaństwo i inne obce wpływy nad tym rozwojem od dawna zaciężyły i pierwotne stosunki zaciemniły albo całkiem zatarły. Na osobliwszą uwagę zasłużyły źródła arabskie, gdyż na pozór nadzwyczaj pokaźnie wystąpiły; prawią o Słowianach nie podzielonych jeszcze, pod jednym królem, przewodzonych przez jeden szczep najcelniejszy; dają osobliwsze szczegóły (opis łaźni itd.). Przy bliższym badaniu zawodzą jednak; jeśli pominiemy to, co Abraham Jakubowic r. 965 o państwie Mieszki, o Pradze itd. opowiadał (aż do baśni o kraju Amazonek), to reszta źródeł albo odnosi się tylko do Słowian wschodnich (ruskich), albo miesza zupełnie Słowian z innymi blondynami, nawet z szczepami kaukaskimi (np. fantastyczne opisy świątyń niby słowiańskich w istocie kaukaskich); największego kłopotunabawiają nas ich nazwy topograficzne i szczepowe, co się nieraz z żadnymi znanymi pogodzić nie dają; wiele wypada odliczyć za niedoskonałośc informacji kupieckiej. Pomijamy dowolne odnoszenie do Słowian tego, co oni o Rusach (tj. Normanach) opowiadają, np. ów najciekawszy i najdokładniejszy z opisów o pogrzebie kupca ruskiego.
Wobec takiej różnorodności źródeł (co do czasu i miejsca), nie należy nigdy przenosić bez zastrzeżeń i krytyki wiadomości z jednego szczepu na drugi, ani uogólniać cechy zdobytej u jednego. Jak mylnym byłoby np. z tego, co żywociarze Ottona Bamberskiego o Pomorzu, o wysokiej kulturze pogańskiej, o gęstym zaludnieniu miast, o handlu ich prawią, wnosić cośkolwiek o kulturze pierwotnych Słowian lub choćby najbliższych pobratymców, Słowian polskich. Tak samo nie należy uogólniać stosunków ruskich, skoro na Rusi żywioł wcale nie słowiański góre brał nad tubylczym i jego właściwie podniósł. Cóż mówić o Bułgarach, nie zacierających jeszcze w X wieku cech turkotatarskich!
Brak bezpośrednich, muszą zastąpić, choć po części, źródła pośrednie, między nimi język w pierwszym rzędzie. Zestawiając słowa pokrewne tylko czy identyczne zupełnie, widzimy, co wszystko Słowianie za doby swej wspólnoty ponazywali, tj. znali i używali. Jak przystawki grobowe uwidoczniają tryb życia, sprzęty, ozdoby, broń, podobnie zachował język, w znacznie szerszych rozmiarach, cechy pierwotnej umysłowości niby cechy kopalne. Terminologia pierwotna poucza nas, jakie bydło hodował, jakie roślinyuprawiał, jakich narzedzi używał Słowianin w swej praziemi itd. Ten materiał jednak nastręcza wiele trudności i wątpliwości. Najpierw zmieniają się rzeczy same zupełnie, lecz nazwy pozostają te same: siekierę kamienną a żelazną nazwano jednakowo, a dzieli je tysiące lat i należą one do zupełnie odmiennych kultur! Albo odwrotnie, na jedno pojęcie mamy nazw kilka, np. gospodzin, włodyka, ksiądz, pan, albo dla barw siwy, siny, szary, szady, sizy, jakżeż je rozróżniać [..].
Obok rzeczowych, są nazwy etniczne i topograficzne, pierwszorzędnej wagi dla dziejów pierwotnych, ale tu piętrzą się same trudności nie do pokonania. [...] Otóż opieranie wniosków kulturalnych o gołe nazwy bywa bardzo kruche, a najlepszym tego dowodem pozostaje, że z tego samego materiału różni badacze najodmienniejsze wywodzą wnioski; gdy A. Fiek kulturę aryjską w różowym wystawiał świetle, V. Hehn w najczerniejszych malował ją kolorach - na podstawie tych samych etymologii. Sprawdzianem mogą słóżyć poniekąd (obok paralel etnograficznych) świadectwa archeologiczne, chociaż i tu wątpliwości wiele, bo groby bo groby same nieme, nie wydają tajemnicy, komu właściwie przynależą, Germanom np. czy innym narodom. Poniewaz zaś z zarysu naszego wyniki archeologiczne wyłączyliśmy, a paralele etnograficzne ograniczyliśmy do kilku uwag, więc nie odtwarzamy całokształtu kultury prasłowiańskiej, np. odzieży, uzbrojenia, pożywienia, gospodarstwa, rzemiosł; wybieramy tylko kilka ważniejszych, zasadniczych rysów z życia religijnego i familijnego; różne zaś szczegóły gospodarcze i inne omawiamy w następnym rozdziale, uwzględniając wpływy obce.