Jak bogowie i mity o nich (znane właściwie tylko kapłanom, nie ogółowi), podobnie i kult ich publiczny od jednego razu runął. Tylko u północno-zachodnich Słowian dochowały się wiadomości o kulcie publicznym, ale nie powtórzymy opisów obszernych świątyni radogoskiej za Thietmarem, arkońskiej i korzenickiej za Saksonem, ani bałwanów drewnianych olbrzymich i mniejszych kruszcowych (o najdawniejszym wspomina Widukind pod r. 966; o srebnych i złotych bałwankach żywociarze Ottona Bamberskiego), gdyż to wszystko przypisalibyśmy rozwojowi późnemu (nie bez wpływów obcych, skandynawskich). Raczej warto wspomnieć, że były przedmioty, uświęcone kultem, własność boska; i tak stanice-chorągwie, z godłem bogini czy boga; o stanicy (Świętowitowej) rujskiej opowiada Sakson; wynosili ją pieszy z świątyni i liczyli na pewne zwycięstwo, rujska odznaczała się nadzwyczajną wielkością i barwą a zażywała powagi większej niż król sam; dzisiejszy herb meklenburski (głowa wołowa czarna) może poszedł z takiej stanicy pogańskiej. Włócznia, szczyt, siodło, wreszcie koń sam równej zażywały czci czy zawieszone w świątyni, czy pielęgnowane przez kapłana.
Wywody ogólne
Po usunięciu mitologicznych wymysłów dawnych i domysłów świeżych, pozostaje materiał tak szczupły, że wszelkie wnioski co do istoty tej mitologii, zdaje się, są wykluczone; właściwie mamy tylko kilka nazw, nie poddających się, na domiar wszystkiego, żadnej analizie. I tak wcale nie umiemy objaśnić Swaroga (od swaru? por. Swarzędz), co na pewno nie jest Hefestem - kowalem (od "zwarzania" kruszców niby nazwanym, por. u nas: zwarzył lemiesz, r. 1610), ani też nieba nie przedstawia (sanskryckie svarga niebo); równie tajemniczy jest Weles (Wołos), jeśli nie jest odmianą weleta albo wołota olbrzyma; o połączeniu tej nazwy z wielim, wielkim dawno myślano. Świętowit jest specjalnością pomorsko-lucicką; roiło się tam od nazw podobnych, jak to Jarowit (Mars pogański, czczony r. 1127 w Hawelbergu, niedaleko Łaby, i w Wielgoszczy na Pomorzu); w Korzenicy na Rui wymienia Sakso Gramatyk Bujewita o siedmiu twarzach, Porewita (Borzywita?) o pięciu (i Porenuta jakiegoś?). Otóż wszelkie tłumaczenia Świętowita są mylne; nie znaczy to imię "fortis laetusąue" ani "validus victor", ani "silnie wiejący" (niby "teomorfoza czystego, łagodnego powietrza", zarazem Wodan germański i Vata albo Vaju indyjski) itd. Świętowita nazwa jest zupełnie identyczna z Jarowitową, por. Świętopełk = Jaropelk itd., i należy do wszelkich innych nazw na -wit, jak nasz Siemowit, południowy - Ludziwit itd.; jest to więc nazwa niby-osobowa i już dlatego nie może oznaczać bożka ogólnosłowiańskiego, lecz lokalnego tylko, czczonego głównie na półwyspie Witowskim, od niego widocznie nazwanym. Pomijamy zupełnie fantastyczne nazwy bożków rujańskich w bałamutnej nordyjskiej Knytlinga-saga (Turupid jej jest obcy, fiński, nie słowiański; Pisamar nieodgadnięty a Tiernoglav nie jest Czarnogłowem, lecz popsutym Trzygłowem, zob. niżej)! dalej nieodgadnionego Podaga i Prowe u Helmolda; może tu mowa o prawie, tj. sądzie w gaju uświęconym? Helmold po słowiańsku nie umiał ani słówka, wbrew twierdzeniom przeciwnym, więc pomyłka u niego możliwa. U Dadzboga należy bog może w znaczeniu dostatku, mienia rozumieć, "dający bogactwa"? I sama ogólna nazwa Boga nastręcza trudności; nie zgadza się słowiańska z litewską diewas (łac. deus i divus, sanskr. devás - u nas tylko w dziwie, dziwym, tj. dzikim i dziwieniu się zachowane); naszemu bogu odpowiada sanskr. bhagas "dawca, pan" (jest, i przydomkiem pewnych bóstw), dokładniej jeszcze staroperskie baga "bog" i dla tej to jawnej zgody utrzymują niemal powszechnie, jakoby Słowianie od Scytów irańskich to słowo przejęli. Wniosku tego nie podzielamy, zgoda może być zupełnie przypadkowa; od złożeń jak Dadzbog, Stribog mogło się bog jako nazwa (głównego) bóstwa rozszerzyć i na pewno nie ma najmniejszej zależności od perskiego baga. Z reszty nazw mitologicznych wypada wymienić nazwy dla demonów, gdyż oprócz zapożyczonej (diabła z diachłem i diaskiem), istnieją rodzime bies i czart; bies (u nas słowo późne, przed XVI w. nie znane, może z ruskiego przejęte) wywodzono dawniej od bojaźni jak i litewskie baisa strach, dziś oba terminy od biedy (bied-s). Młodszym też terminem wydaje się czart (nie zna go język kościelny ani narzecza południowe); łączono go z czarnym albo i z łac. curtus (kusy, tj. przenosząc późne pojęcie o czarnym i kusym, niemieckim diable na nazwę o wiele starszą!), p. niżej.
Mitologia, źródła jej polskie*
Osobną uwagę wywołała tradycja polską o "powiarze" pogańskiej, gdyż, jak zdawało się, mogli się Polacy wśród Słowian jedyni szczycić zupełnym i dokładnym kanonem mitologicznym. Podał go jednak dopiero Długosz tymi słowy (Dzieła X, 47): "Wierzyli i czcili Polacy Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona, Dianę i Cererę; nazywali zaś w języku swoim Jowisza Jeszą; on to jako bóg najwyższy wszystkie dobra doczesne i wszelkie tak niepomyślne, jak szczęśliwe powodzenia na nich zlewał, więc przed innymi większą mu cześć" i częstsze ofiary składano. Marsa zwali Ladą, którego wymysły wieszczów przewodnikiem wojny ogłaszają; od niego to życzono sobie pogromu nieprzyjaciół i ducha bitnego, czcząc go w kształtach jak najsurowszych. Wenerę nazywali Dzidzilelą; bogini ślubów miała ich darzyć płodnością synów i córek. Nyją przezywali Plutona, tj. boga podziemi i stróża dusz, opuszczających ciało; od niego wymagali, aby ich po śmierci w lepsze sadyby piekielne wprowadzał. Tym to bogom wystawili pierwszorzędną świątynię w Gnieźnie, do której się zewsząd schodzono. I Dianie, dziewicy wedle przesądu pogańskiego, ofiarowały kobiety i panny wieńce jej bałwanowi. Cererę czcili rolnicy, znoszący w zawody ziarno do świątyni. Za bożka mieli też Pogodę, tj. dawcę dobrego powietrza, i Żywię, boga życia. A ponieważ państwo swe założyli w kraju o największych lasach i borach, gdzie wedle starożytności Diana mieszkała i nimi władała, Cerera zaś za matkę i boginię płodów uchodziła, a siewu ich kraj wymagał, to Dianę i Cererę, zwaną w języku własnym Dziewaną i Marzaną, we czci największej miano". Dodać należy inną wzmiankę (X, 117), wedle której Mieszka, gdy z tępieniem bałwanów się ociągano, "na 7 marca wszystkie od razu potopić czy zniszczyć rozkazał; to poniszczenie i zatopienie bałwanów po dziś dzień przedstawia się i odnawia w niektórych wsiach polskich, gdzie Dziewanny i Marzany podobieństwa na długim drągu podnoszą i w moczary wrzucają i zatapiają w niedzielę postną Laetare".
Mitologia, źródła i ich znaczenie
Na wszelkie dotychczasowe zarysy wierzeń pierwotnych wpływało najgorzej, że co gdzieś u jakichś Słowian znachodzono, niezwłocznie na wszystkich przenoszono. I tak upatrywano się np. w Świetowicie albo w Piorunie bóstwa ogólnosłowiańskiego i starano się odgraniczać ich sfery w sposób czysto dialektyczny czy scholastyczny. W istocie Słowianie pierwotni ani jednego, ani drugiego bóstwa nie znali nigdy; Świętowita czczono wyłącznie na Rui*, nie znano go poza nią, ani na Pomorzu nawet, a co dopierow dalszych dzielnicach; Piorun wcale nie był pochodzenia Słowiańskiego, to tylko w Kijowie i Nowogrodzie czczony bóg Wriagów, Thor ich północy; wszelkie odgraniczenia Świętowita, Trzygłowa, Swaroga, Dadzboga itd. nie mają więc najmniejszej podstawy faktycznej: wszystko to może jedno ito samo bóstwo, czczone poróżnych miejscach pod różnymi nazwami i główna różnica między Świętowitem a Trzygłowem polega może tylko na tym, że jednego w Arkonie, a drugiewgo w Szczecinie i Brandenburgu nachodzonoprośbami. Uchylając więc takie nieuzasadnione niczym przenosiny i uogólnienia, łączymy bóstwa tylko z tymi miejscami, na jakich je źródła wymieniają. Każdy kult pogański jest zresztą miejscowy,rodowy, co najwyżej szczepowy, i o bóstwach ogólnosłowiańskich nie może być mowy. Potwierdzają tę zasadę nasze źródła same; każde z nich wymienia, nieraz na czele przed innymi bóstwa, o których gdzie indziej i śladu nie ma. Np. list biskupów saskicg z r. 1108 (podejżewany niesłusznie co do autentyczności; jest to autentyczny, ale prywatny raczej akt, dictamen, próba pióra szkoły tumowej lub księdza okolicznego, nie dokument oficjalny), wystawia okrócieństwa Słowian pogańskich w jaskrawym świetle i mówi o ofiarach ludzkich; "głów ząda nasz Pripegala, twierdzą pogańscy kapłani i ściąwszy chrześcijan przed ołtarzami napełniają czaszekrwią ich i wyjąc ponieludzku prawią: radujmy się, zwyciężony jest Chrystus, zwyciężył zwycięzki Pripegala". Widocznie ma to być jakiś bożek główny Luciców, ale próżno byśmy go gdziekolwiek indziej szukali, chociaż nie brak nam wcale wiadomości właśnie o bożkach lucickich; nie możemy nawet odgadną, co to za nazwa; dotychczasowe próby zawiodły. I nie jedyny to przykład; w każdym kącie wymieniają takie osobliwsze, nigdzie zresztą nieznane bóstwa, np. takie "Plunense idolum Podaga" (cóż to może być?).
Źródła*, uwagi ogólne
Ponieważ Słowianie (pominąwszy Litwę i Finów) na historycznej widowni europejskiej najpóźniej wystąpili, przeto nie posiadają żadnego rodzaju zabytku w rodzaju Germanii Tacytowej, co by o nich na początku ery naszej rozprawiał, o czasach, kiedy jeszcze nie wyroili ze wspólnej rodziny. Braku źródeł historycznych o stanie ich pierwotnym nie zastąpią nam luźne o nich wzmianki Tacyta, pisarzy bizantyjskich (od VI wieku), arabskich i niemieckich (od IX w.). Ostraszali tylko ci barbarzyńcy pisarzy greckich (i Jordanesa), chociaż stali im ciągle przed oczyma, jak i niemieckich (Einharda, Widukinda, Thietmara), tak dalece, że nigdy o nich obszerniej nie rozpisywano i podawaniem nagich faktów się zadowalano; wyjątkowo niespotykany u Niemców (i to dopiero u Thietmara, po dwustu latach ciągłych styczności!), ogólniejsze nieco uwagi o tych narodach, o ich życiui bycie. Źródła greckie prawią o nich chyba, w jakich porach roku najdogodniej z nimi walczyć, jak są uzbrojeni, jaki ich typ fizyczny i psychiczny. Kroniki domowe słowiańskie, wszystkie niemal współczesne, Koźma, Gal i Nestor (południowi Słowianie kronik nie posiadają), traktują o Słowianach dopiero wtedy, kiedy już wieki rozwój każdego szczepu z osobna sobie liczył, kiedy chrześcijaństwo i inne obce wpływy nad tym rozwojem od dawna zaciężyły i pierwotne stosunki zaciemniły albo całkiem zatarły. Na osobliwszą uwagę zasłużyły źródła arabskie, gdyż na pozór nadzwyczaj pokaźnie wystąpiły; prawią o Słowianach nie podzielonych jeszcze, pod jednym królem, przewodzonych przez jeden szczep najcelniejszy; dają osobliwsze szczegóły (opis łaźni itd.). Przy bliższym badaniu zawodzą jednak; jeśli pominiemy to, co Abraham Jakubowic r. 965 o państwie Mieszki, o Pradze itd. opowiadał (aż do baśni o kraju Amazonek), to reszta źródeł albo odnosi się tylko do Słowian wschodnich (ruskich), albo miesza zupełnie Słowian z innymi blondynami, nawet z szczepami kaukaskimi (np. fantastyczne opisy świątyń niby słowiańskich w istocie kaukaskich); największego kłopotunabawiają nas ich nazwy topograficzne i szczepowe, co się nieraz z żadnymi znanymi pogodzić nie dają; wiele wypada odliczyć za niedoskonałośc informacji kupieckiej. Pomijamy dowolne odnoszenie do Słowian tego, co oni o Rusach (tj. Normanach) opowiadają, np. ów najciekawszy i najdokładniejszy z opisów o pogrzebie kupca ruskiego.
Ludy słowiańskie w starożytności
Wejście ludów słowiańskich na wielką skalę i na twałe w stosunki z piśmienniczą kulturą śródziemnomorską nastąpiło, jak wiadomo, późno, w toku wędrówek ludów od V wieku n.e. począwszy. Rozporządzamy jednak wskazówkami, aby Prasłowian umieścić na mapie Europy najpóźniej od połowy ostatniego tysiąclecia p.n.e., jeśli nie od końca poprzedniego, i bronić hipotezy przyjmowanej przez większość polskich uczonych, że obszar zasiedlenia prasłowiańskiego tworzyły dorzecza Odry, Wisły i Dniepru. Inni badacze przesuwają go na wschód od Wisły aż po leśnostepową strefę obszarów ukraińskich. Istotne dla właściwego rozumienia etnogenezy Słowian jest nie tyle uchwycenie najdawniejszej ich prakolebki, z której mieliby się rozchodzić, ile wskazanie obszarów ich wielowiekowego kształtowania się przez obejmowanie terytoriów i zastanych na nich kultur.
Słowiańszczyzna w nowej mitologii porównawczej
Nadzieje pokładane w odnowionej metodzie porównawczej podziela spora dziś grupa badaczy różnych mitologii indoeuropejskich, odnoszących swoje wyniki regionalne do innych krajów i epok za pomocą Dumézilowego zestawu pytań. W tej grupie nie mogło zabraknąć slavistów, choć nadal nie jest ich wielu. Są to: językoznawca czeski Václav Machek, który już przed czterdziestu laty pokusił się o porównanie mitologii słowiańskiej z indoirańską, następnie badacz amerykański rosyjskiego pochodzenia Roman Jakobson, który nigdy nie tracił ze swojego bardzo szerokiego pola obserwacji słowiańskich świadectw językowych w dziedzinie religii, wreszcie dwi współpracujących ze sobą językoznawców radzieckich, Wiaczesław W. Iwanow i Władkimir N. Toporow. Wstęp ne próby Machka i Jakobsona podejmowane były w dobie pierwszych studiów Dumézila, Toporow i Iwanow natomiast rozporządzali już doświadczeniem z kilku dziesiątków lat jego pracy i jego naśladowców. Poszli też najbliżej śladów Dumézilowych, podczas gdy Jakobson opuszcza je nieraz na rzecz własnych koncepcji.
Indoeuropejski model ludzi i bogów
Przed sześćdziesięciu prawie laty Vatroslav Jagić, chorwacki współtwórca fundamentów slawistyki historycznej i językoznawczej, był gotów oddać całe piśmiennictwo naukowe w sprawie mitologii słowiańskiej w zamian za kilka nowych i pewnych tekstów źródłowych na tenże temat.
Od tego czasu nie odkryto nieznanych przekazów pisanych. Wzrosła natomiast nasz znajomość słowiańskiego folkloru religijnego. Dzięki archeologom przybyły nowe świadectwa wykopaliskowe urządzeń przestrzennych i budowlanych oraz sztuki przedstawieniowej w służbie kultów uprawianych przez Słowian.
Witam!
Wszystkich chętnych do pomocy przy tworzeniu serwisu proszę o kontakt pod adresem vealks@gmail.com. Docelowo ma on zawierać informacje dotyczace Słowian w wielu językach oraz skupiać społeczność osób zainteresowanych tematem.